San Francisco i San Diego – dwa bieguny Kalifornii

San Francisco i San Diego to dwa przeciwległe bieguny Kalifornii: kosmopolityczne San Francisco z Golden Gate Bridge, dzielnicą finansową i Chinatown oraz zdecydowanie spokojniejsze San Diego z portami, pięknym starym miastem i meksykańskimi wpływami. Warto zobaczyć i jedno, i drugie!

Czas na kolejny wpis z wyprawy po Kalifornii. Wydaje mi się, jakby to było niedawno, a to już cztery lata, gdy byłam po raz pierwszy (i na razie jedyny, ale wszystko przede mną!) w Stanach Zjednoczonych. Razem z koleżankami przejechałyśmy samochodem całą Kalifornię i część Nevady: San Francisco, Dolinę Krzemową, Park Narodowy Yosemite, Death Valley, Las Vegas, Los Angeles i San Diego.

Jakiś czas temu pisałam o Alcatraz w San Francisco ALCATRAZ  i o Parku Narodowym Yosemite i Death ValleyYOSEMITE I DEATH VALLEY Tym razem czas na kolejne części wyjazdu. W tym wpisie postanowiłam skupić się na całym mieście San Francisco i na San Diego – dwóch krańcowych i zupełnie odmiennych miastach Kalifornii.

Wpis ten, poza oczywistą chęcią podzielenia się wrażeniami i zdjęciami, jest też próbą poradzenia sobie z co prawda słoneczną, ale jednak chłodną aurą, a także z rutyną i codziennością. Uwielbiam jesień, tym bardziej taką złotą, z jaką mamy w tym roku do czynienia (przy okazji zapraszam do obejrzenia zdjęć jesieni JESIEŃ Jednak wspominanie tego wyjątkowo udanego wyjazdu bez wątpienia powoduje u mnie błysk w oku.

Rozpocznijmy więc kolejne części wyprawy!

San Francisco

San Francisco znajduje się na północy Kalifornii. To miasto jest każdemu znane przynajmniej ze słyszenia ze względu na hipisów, liberalną politykę, potężną dzielnicę finansową, przepiękny Most Golden Gate, chińskie miasteczko i ten charakterystyczny stożkowy wieżowiec czyli Transamerica Pyramid. I pewnie z wielu innych powodów. W tym mieście każdy znajdzie coś dla siebie!

Na czym warto się skupić, żeby się nie nabiegać, a zobaczyć wszystko co ważne?

Golden Gate Bridge – gwiazda wśród mostów

W San Francisco miałam wiele szczęścia móc oglądać jeden z najpopularniejszych i najbardziej charakterystycznych mostów na świecie – Golden Gate Bridge – bez mgły. Nad San Francisco bardzo często unoszą się obłoki, a w samym mieście pogoda jest kapryśna.

Wracając do mostu Golden Gate, co w nim jest takiego szczególnego?

Most został otwarty w 1937 roku i łączy północną część miasta z hrabstwem Marin. Ma długość 2,7 km, a przez kilkadziesiąt lat był najdłuższym wiszącym mostem na świecie. Co prawda obecnie już nim nie jest, jednak słusznie wciąż robi wrażenie nie tylko na architektach. Ze względu na swoją fotogeniczność, pojawiał się w wielu filmach i grach komputerowych. Budowa mostu trwała 4 lata, a o wiele więcej trwało przekonanie szeroko pojętej opinii publicznej o sensowności budowy tego mostu. Jednak most w końcu został wybudowany, przetrwał wiele trzęsień ziemi i wciąż ma się całkiem dobrze.

  

Most ma charakterystyczny kolor – ni to czerwony, ni pomarańczowy (ceglany?). Podobno było to spowodowane względami bezpieczeństwa – dzięki tej barwie most jest lepiej widoczny podczas mgły. 

Golden Gate Bridge jest oczywiście ważny ze względów komunikacyjnych. Nawet pomimo wielu samochodów i tłumów ludzi, most jest zdecydowanie warty dłuższego spaceru, szczególnie w piękną pogodę! 

 

Chinatown – azjatycka dusza miasta

Chinatown w San Francisco jest niezwykle ruchliwym miejscem. Jest położone w północno-wschodniej części miasta.  Niedaleko jest Pier 39 i dzielnica finansowa, o czym opowiem za chwilę.

Jest to największa i najstarsza chińska dzielnica w całych Stanach Zjednoczonych. Mieszkają tu zarówno potomkowie osób, które przybyły tu ze względu na pracę wiele lat temu, jak i obecnie. Wszyscy znajdują tu miejsce dla siebie. A całe miasteczko jest atrakcją samo w sobie.

  

Mieszkańcy miasta o azjatyckich korzeniach tutaj zachowują swoją kulturę – od języka, przez zwyczaje, aż po architekturę, której elementy na każdym kroku podkreślają azjatyckość tego obszaru. Na terenie miasta w mieście prowadzone są restauracje i sklepy. Nie każde jedzenie jest fotogeniczne, jednak warto chociaż je zobaczyć.

Z Chinatown rozciąga się piękny widok na Transamerica Pyramid. Budynek wyglądający jak wyciągnięta piramida (stąd nazwa), jest najwyższym budynkiem w całym mieście. Ma 260 metrów i 48 pięter.

 

Lombard Street – pokręcona ulica

Lombard Street, a w zasadzie jej część, to najbardziej zakręcona ulica w mieście i chyba na całym świecie. Dosłownie i w przenośni! Powód budowy takiej drogi z ośmioma ostrymi zakrętami był dosyć prozaiczny – w ten sposób znacznie zmniejsza się pochylenie drogi – a San Francisco jest dosyć pofałdowanym miastem. Droga jest jednokierunkowa – z góry w dół.

W jej pobliżu przechodziłam dwa razy – cały czas była zapchana przez samochody chcące tamtędy przejechać. Ciężko powiedzieć, czy byli to turyści chcący mieć na swoim koncie tą charakterystyczną ulicę, czy może zniecierpliwieni mieszkańcy 12 pobliskich pięknych kamienic dla których jest to jedyna droga dojazdowa (współczuję!) – nie widziałam twarzy kierowców i pasażerów poza jedną uśmiechniętą panią.

  

Na drodze nie ma chodnika, więc chcąc wejść na górę trzeba kluczyć między wolno snującymi się samochodami, ale to już na własną odpowiedzialność, gdyż często zdarzają się korki, wypadki i potrącenia. Pewnie dlatego że zafascynowani ludzie zamiast patrzeć przed siebie jak jadą, robią zdjęcia i nie skupiają się na prowadzeniu samochodu. Także warto mieć oczy dookoła siebie.

Ciekawe, czy kiedyś wprowadzą jakieś ograniczenia liczby pojazdów i osób mogących przebyć tą trasę. Pomysły na czasowe zamykanie, jednak pomimo wszystko nie cieszyły się one jakąś wielką popularnością. Tak czy siak drogę warto zobaczyć i podjąć wyzwanie jej przemierzenia. 

Pier 39 – oceaniczny świat

Jest to galeria handlowa zbudowana na molo, częściowo osłonięta, a częściowo zadaszona, w stylu „rybno –marinowym”: są tu restauracje, sklepy z owocami morza, akwarium i wylegujące się uchatki. Nawet jeśli ktoś nie jest fanem ryb i fok warto tam zajrzeć, żeby poczuć klimat tego miejsca. Jest to jeszcze jedna kompletnie inna od pozostałych odsłona miasta.

  

Dzielnica finansowa – korpoświat

Ta dzielnica niewątpliwie przytłacza. Widziałam ją jedynie z poziomu samochodu i odległego mostu, jednak zdecydowanie mi to wystarczy. Tym bardziej, że w każdym mieście staram się omijać takie miejsca, albo traktuję je na zasadzie – szybko zobaczyć i uciec w bardziej przyjazną scenerię. Wieczny cień, ze względu na taką wysokość szklanych domów, że słońce nie miało najmniejszych szans dostać się w najniższe partie. A do tego szybkim krokiem poruszający się mężczyźni w garniturach z aktówkami i telefonami w rękach. Może brzmi to jak stereotyp ale widziałam to na własne oczy i jak dla mnie starczy. Ale jeśli ktoś lubi takie miejsca, to zapraszam. 🙂

San Diego

San Diego to klimatyczne miasto położone w południowo-zachodniej części Kalifornii. W 2010 roku zamieszkiwało je około 1,3 mln ludzi. Tak dla porównania jest to niewiele mniej niż w Warszawie. Natomiast w całej aglomeracji mieszkało 3 miliony osób (mniej więcej tyle co w całym województwie dolnośląskim).

Z San Diego jest już niedaleko do Meksyku – jakieś niecałe 40 kilometrów. W porównaniu z San Francisco, tutaj zdecydowanie czuć nachodzące meksykańskie wpływy. Zabudowa jest zupełnie inna – w starym mieście przeważają niższe zabudowania i stare zabytkowe XIX-wieczne kamienice, jedynie w centrum jest kilka wieżowców.

Klimat jest zdecydowanie bardziej przyjazny niż w pustynnym Las Vegas i pochmurnym San Francisco. Byłam tam na początku lipca, pogoda sprzyjała zarówno opalaniu, jak i spacerom po mieście.

Niestety wiele zdjęć z San Diego nie przetrwało próby czasu, zdecydowana większość z nich przepadła, gdy uszkodziłam dysk zewnętrzny z ponad 90 gigabajtami zdjęć. Niektórych z nich miałam kopie, niektóre wygrzebałam od znajomych, ale wielu wielu zdjęć już nie odzyskam. Szczególnie szkoda mi zdjęć ukazujących tą „klimatyczność” San Diego, o której wspominałam. Mam nadzieję, że pomimo tego uda mi się zachęcić Czytelników przynajmniej do zainteresowania się tym miastem 🙂  Przy okazji polecam robić kopie zdjęć, albo i nawet kopie kopii zdjęć, bo zdjęcia poza wspomnieniami (i magnesami na lodówkę i pocztówkami) są najcenniejszymi pamiątkami z wyjazdów! 🙂

Co zobaczyć w San Diego?

Oldtown San Diego to miejsce, którego pominąć nie można! To tu było kręcone wiele westernów. A po Downtown San Diego warto się przespacerować wśród starych kamienic i latarni gazowych. Urocze stare miasto z zabytkowymi kamienicami ma też swoją mroczniejszą stronę, która nie ujmuje uroku miasta, a raczej dodaje nutkę tajemniczości. Swego czasu było tu zagłębie prostytutek, o czym wspominają przewodniki. Ale żeby było jasne – obecnie nie zostało nic z tych czasów, a miasto wciąż przyciąga turystów.

Warto znaleźć czas na spacer wzdłuż wybrzeża, gdzie porty nadają miastu niesamowity klimat. Wieżowców na całe szczęście nie jest tam tak wiele, jak w San Francisco. A te które są, dodają uroku, a nie straszą. 

  

Miasto nie jest tak głośne i ekspresyjne jak San Francisco, Las Vegas i Los Angeles. Jest idealne zarówno na leniwe leżenie na plaży, na spacer po mieście, jak i na wieczorne posiadówki w knajpkach nad jedzeniem z awokado (mniam!) słuchając muzyki na żywo. San Diego urzekło mnie jak mało które miasto.

 

Jest tu wiele klubów sportowych. Popularność dyscyplin sportowych podkreśla amerykańskość miasta: futbol amerykański, koszykówka, baseball, piłka nożna i hokej są obecne w wielu miejscach. Gdy spacerowałam w pobliżu jednego ze stadionów, zauważyłam pomnik dosłownie zasypany kwiatami. Okazało się, że jeden ze sportowców zmarł kilka dni wcześniej. Widok tych kwiatów upewnił mnie w przekonaniu, że mieszkańcy San Diego są wyjątkowo zagorzałymi fanami sportu.

  

A z innych ciekawostek sportowych, to tutaj w latach 80. ubiegłego wieku mieszkał i grał Kazimierz Deyna, piłkarz znany chyba wszystkim, nawet niezagorzałym fanom piłki nożnej. Zginął w wypadku samochodowym i został pochowany na amerykańskiej ziemi.

Podsumowanie

San Francisco i San Diego są na przeciwległych końcach Kalifornii i są wyjątkowo od siebie różne. Chcąc poczuć wszystkie oblicza Kalifornii, warto wybrać się i w jedno, i w drugie miejsce. I oczywiście zobaczyć jak najwięcej po drodze z jednego miejsca do drugiego. Kalifornia jest tego warta. 

SAN FRANCISCO

SAN DIEGO

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: