Porto

Porto to nie tylko drużyna piłkarska FC Porto, porto w kieliszku i porty rybackie. To przede wszystkim urocze miasto, pełne wąskich brukowanych uliczek, klimatycznych miejsc nad rzeką i wszechogarniającego spokoju. To właśnie tam warto spędzić przedłużony weekend!

Przed nami pierwszy wpis o mieście Porto. Kolejne już niebawem!

Gdzie by tu odpocząć?

Zadałam sobie to pytanie pod koniec października. W Polsce zaczynało być zimno, szaro i buro. Wybór padł na Porto. Nie zawiodłam się. Porto nawet pomimo nadchodzącego listopada było idealnym miejscem! A może właśnie dlatego? W końcu lepiej wypoczywać w temperaturze w okolicy 20 stopni niż 30 paru (przynajmniej jak dla mnie).

Porto to wyjątkowo urocze miasto. Przyjemnie spaceruje się po ciasnych, wąskich i przytulnych uliczkach. Najlepiej w wygodnym obuwiu ze względu na pokrywający ulice bruk i oczywiście z aparatem w ręku.

 

Nad wodą najlepiej!

Promenada Cais da Ribeira to malownicze miejsce, które warto odwiedzić zarówno za dnia, jak i wieczorem. Jest tu wiele sklepików z pamiątkami, restauracji i ogólnie panuje przyjemna atmosfera. Warto usiąść chociaż na chwilkę na jednej z ławek ustawionych wzdłuż brzegu rzeki Douro i spojrzeć na most Ludwika I.

Promenada Cais da Ribeira ma też swój urok za dnia. Ten czas spędzony nad rzeką zapamiętam na długo. Był to ostatni dzień mojego pobytu w Porto. Zapanował nagle jakiś spokój, było sporo ludzi, ale zupełnie nie było ich słychać, tak, jakby ktoś ściszył dźwięk, albo zupełnie go wyłączył. Do tego unosząca się muzyka pasująca do tej atmosfery. Ludzie dookoła mnie chyba też upajali się tą chwilą, świeciło słońce i latały mewy.

Most Luis I (Most Ludwika I), przerzucony nad rzeką Douro, łączy Porto z miasteczkiem Vila Nova de Gaia. Został zbudowany w latach 80-tych XIX wieku. Żelazny most bardzo szybko stał się jednym z symboli miasta. W momencie ukończenia był najdłuższym tego typu mostem na świecie. Jest piękny, potężny, majestatyczny, z dumą unosi się nad rzeką. Obecnie górny poziom jest przeznaczony na metro i dla pieszych (o dziwo da się to połączyć!), a dolny na samochody.

 

Gdy już przejdzie się na drugą stronę mostu, można zrobić sobie małą przerwę w ogrodach Jardim do Morro, a następnie wsiąść w około 5-minutową trasę kolejką linową Gaia łączącą ogrody leżące prawie nad brzegiem rzeki z Vila Nova de Gaia, gdzie dojrzewa i jest butelkowane porto, czyli najpopularniejsze wino portugalskie. Jest tam wiele punktów otwartych dla turystów, którzy chętnie wybierają się tam wieczorami aby posączyć ten pyszny trunek i zapoznać się z ich rodzajami. 

 

Jedno późne popołudnie i wieczór warto zarezerwować na spacer po Avenida de Dom Carlos I – z jednej i drugiej strony rosną palmy, co nadaje trochę egzotycznego klimatu, a po lewej stronie jest widok na rzekę Ruo i wyłaniający się Ocean Atlantycki. Można tam dojechać starym zabytkowym tramwajem.

   

Już na miejscu, palmową drogą dojdzie się na piękną plażę, częściowo skalistą, częściowo piaszczystą. To idealne miejsce na oglądanie zachodów słońca. Warto jednak pamiętać o wzięciu ze sobą bluzy lub koca, bo wieczory o tej porze mogą być nieco chłodne. W drodze powrotnej do tramwaju warto wstąpić na rozgrzewającą herbatkę do jednej z kilku restauracji znajdujących się wzdłuż plaży.

  

Azulejos

Przed wyjazdem do Porto rozmawiałam z przyjaciółką, która kilka miesięcy wcześniej wybrała się na pielgrzymkę z Lizbony do Santiago de Compostella po drodze zahaczając o Porto. Pokazała mi zdjęcia z miasta, gdzie na ścianach wielu budynków były biało-niebieskie płytki. Czasem dosłownie kilka, a czasem całe masy. Wyglądały przepięknie, zaintrygowały mnie, zastanawiałam się o co z nimi chodzi? I dlaczego nazywają się azulejos?

Azulejos to ceramiczne płytki, pokryte szkliwem, zdobią fasady wielu budynków, zarówno kościołów, urzędów, jak i zwykłych domów, które w ten sposób zyskują drugie życie. Zwykle w kolorach białym i niebieskim. Wcześniej używano też płytek w kolorze żółtym, brązowym, fioletowym i zielonym. Ale najzgodniejsze z tradycją i najpopularniejsze są właśnie te biało-niebieskie. Tworzy się z nich mozaiki, które czasem pokrywają nawet całe ściany. Są popularne głównie w Portugalii, ale także w Hiszpanii. W Portugalii Azulejos pojawiły się w XV wieku.

Azulejos są czymś w rodzaju sztuki narodowej – opowiadają historię Portugalii poprzez sceny historyczne, mitologiczne i religijne. Czasem są traktowane po prostu jako elementy dekoracyjne – wzory geometryczne i roślinne ozdabiały budynki i wyróżniały je w zależności od indywidualnych gustów mieszkańców.

Teorii, skąd pochodzi nazwa płytek jest sporo. Najpopularniejsze z nich to powiązanie ze słowem azul, które oznacza kolor niebieski (zarówno w języku hiszpańskim, jak i portugalskim). Możliwe, że nazwa pochodzi od arabskiego słowa azzelij, które oznacza mały gładki kamień, bądź al zulaich, co oznacza kamień mozaikowy.  Artyści tworzący płytki czerpali inspiracje do malowania wzorów z różnych kultur: islamskiej, perskiej, indyjskiej i chińskiej. Świadczy to o orientalnym pochodzeniu kafelków.

Ze względu na Azulejos, w Porto nie można pominąć chociaż zajrzenia do Stacji Kolejowej Porto-São Bento. Z zewnątrz budynek wygląda dość niepozornie, ale gdy tylko wejdzie się do środka od razu rzucają się w oczy znajdujące się na ścianach dworca przepiękne malowidła na kafelkach. Te olbrzymie niebiesko-białe mozaiki robią wrażenie. Ponad 20 tysięcy płytek zajmuje ponad 550 metrów kwadratowych!

 

Jedzenie

Jestem wielką fanką próbowania lokalnych typowych potraw. Więc francesinha – najsłynniejsza kanapka Porto – była obowiązkowym punktem mojego menu. Pomimo mało pozytywnych opinii na jej temat i tego, że do fotogeniczności dużo jej brakuje, moim zdaniem nie była taka zła, jak ją się opisuje! Wygląda dosyć nietypowo – kanapka z chleba wyglądającego jak tostowy, podana na głębokim talerzu, polana brązowym sosem i masą żółtego sera. A w środku kanapki cała masa najróżniejszego „mięcha” – kawałki kiełbasek, szynki, kotlet. I do tego frytki. Już po pierwszym gryzie francesinha okazała się dobrym pomysłem, była rozgrzewająca i sycąca, a do tego ten sos, którym kanapka była polana – przepyszny! Idealny posiłek po długim spacerze.

Podsumowanie

Miasto Porto, jak i porto do picia trzeba próbować powoli, nie spieszyć się, delektować, sączyć, celebrować. I cieszyć się nim. Tak jak azulejos mają różne odcienie w zależności od typu, tak samo miasto ma różne oblicza i barwy. 

 

GALERIA

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: