Las Vegas – tak dla odmiany

Las Vegas to przede wszystkim hotele, kluby i kasyna. Miasto żyje nocą i nie zna takiego pojęcia jak czas. Jest to zupełnie inny świat, który zdecydowanie ma swój urok!

Co za szczęście! Gdy jakiś czas temu wrzucałam wpis o dwóch odwiedzonych przeze mnie miastach – San Francisco i San Diego – byłam przekonana, że część zrobionych przeze mnie zdjęć w Stanach Zjednoczonych przepadła na dobre ze względu na awarię dysku zewnętrznego. A tu, w odmętach plików zapisanych w Google Docs, dokopałam się do ich kopii! 🙂 W związku z tym wkrótce uzupełnię wpis o San Diego. Z kolei album w galerii już wzbogacił się o zdjęcia z tego miejsca.

http://mojadrogado.pl/galeria/nggallery/galeria/San-Diego

Ale ten wpis jest o czymś innym. O Las Vegas! Na całe szczęście zdjęcia z tego miasta też nie przepadły na dobre!

Las Vegas – centrum rozrywki na pustyni

To ciekawe, pełne sztuczności i kiczu miasto jest chętnie odwiedzane przez turystów. Zawitałam do niego i ja w ramach wyprawy życia po Stanach Zjednoczonych i szukając miejsc wartych uwiecznienia na zdjęciach.

Zdaję sobie sprawę, że Las Vegas to nie jest miasto dla każdego, jednak moim zdaniem warto je zobaczyć przynajmniej raz. I mówi to osoba, która najchętniej podczas urlopów ucieka od miast i wszelakiej cywilizacji!

Z jednej strony miasto to traktowałam jako przystanek pomiędzy Parkiem Yosemite, a San Diego. Ale, szczerze mówiąc, byłam naprawdę ciekawa jak to wygląda. Miasto jest ewenementem w skali kraju wybudowanym w zasadzie na pustyni.

Las Vegas traktuję jako ciekawostkę socjologiczną. Bo jak inaczej traktować miejsce, w którym hotele są połączone podziemną siecią kasyn? A w nich o godzinach wczesnopopołudniowych snuje się na przykład starszy pan w szlafroku i gra na automatach? A chichrająca się w windzie grupka dziewczyn, spośród których jedna ma na głowie koronę z napisem „Bride”, a w ręku gigantyczny kieliszek, pewnie z szampanem?

Las Vegas za dnia

Czas płynie tu zupełnie inaczej. Doba zaczyna się po 15, a kończy rano, gdy tylko niedobitki kręcą się rozpalonymi od słońca ulicami lub przesiadują w kasynach. 

Wybitne wysoka temperatura była niewątpliwie najbardziej dokuczliwą kwestią w mieście. Ani razu nie sprawdzałam co prawda dokładnie jej wysokości, ale zakładam, że na pewno przekraczała ona 30 kilka stopni Celsjusza. Nic dziwnego, w końcu wokół są tereny pustynne i prawie pustynne. Ale zawsze znajdowali się ludzie, którym słońce nie przeszkadzało. Chociaż od spacerów po mieście zdecydowanie lepsze na przetrwanie upałów były zakupy! 🙂

Las Vegas w nocy

Z kolei wieczorem miasto wyglądało zupełnie inaczej. Wszędzie dookoła knajpki, restauracje, bary, kasyna i wszelkie inne przybytki próbowały przyciągnąć turystów i skupić ich uwagę. Grajkowie, tancerze, pokazy fontann, pięknie oświetlone budynki, liczne koncerty, przedstawienia, głośna muzyka w zasadzie z każdego zakamarka miasta. Miasto tętniło życiem przez całą noc. Tutaj nie ma czegoś takiego jak cisza nocna. A w środku nocy ulice są zakorkowane, w przeciwieństwie do dnia. Podobnie z chodnikami, które w ciągu dnia są prawie puste.

W Las Vegas znajdują się kopie budynków z różnych części świata. Chociażby Wenecja i Paryż – na własne oczy można zobaczyć Wieżę Eiffle’a i kanały we włoskim mieście. Podświetlone w nocy budynki przyciągają uwagę turystów.

Różowy Hotel Flamingo

Całe Las Vegas pokryte jest hotelami, w związku z czym, przynajmniej wtedy gdy byłam, nie było problemu ze znalezieniem miejsca noclegowego. Hotele są dosłownie wszędzie. Moje koleżanki uparły się, żeby choć jedną noc spędzić w hotelu Flamingo. Ostatecznie nocowałyśmy tam dwie noce. Hotel jak hotel, zdaję sobie sprawę, że jest on dosyć ikoniczny, że pojawia się w licznych filmach i z tego względu jest popularny. Tuż przy wejściu wita nas wielki różowy napis z nazwą hotelu idealnie pasujący do całokształtu miasta.

Wciąż mam w pamięci to, jak pierwszego dnia gdy szłyśmy do pokoju, żeby zostawić rzeczy, zobaczyłyśmy hotelowy basen. Pełen ludzi, dosłownie człowiek na człowieku. Do tego drinki w dłoniach, uśmiechy na twarzy, a wokół imprezowa muzyka. Była to, pewnie jedna z wielu impreza. Wyglądała tak, jak w typowych amerykańskich filmach. Jeszcze tylko brakowało kogoś, kto z impetem wskoczyłby do wody rozbryzgując ją na ludzi stojących w pobliżu.

Koncert Martina Solveiga

W Las Vegas codziennie, a w zasadzie co noc, odbywają się liczne koncerty. Przybywają tu gwiazdy z całego świata. Można też zdecydować się na musical, tylko trzeba wybrać spośród wyjątkowo licznych spektakli.

Razem z moimi koleżankami zdecydowałyśmy się pójść na koncert Martina Solveiga. Długo zastanawiałam się, czy brać ze sobą aparat, czy nie. Ostatecznie nie wzięłam i w sumie z perspektywy czasu się cieszę. Co prawda nie mam pamiątek w postaci zdjęć, jednak czułabym się mocno nieswojo wciąż się o niego martwiąc zamiast się bawić. A wybawiłam się za wszystkie czasy. 🙂 Pomimo pierwszego wrażenia, gdy wydawało mi się, że osoby tam przybyłe były z jakiejś wyższej półki ludzkości. Na szczęście byłam tam ze znajomymi. Więc nie martwiąc się innymi po prostu poszłam posłuchać muzyki na żywo, potańczyć i miło spędziłam czas. 🙂

Kasyna – podziemne miasta

Kasyna są wizytówką Las Vegas. Są wszędzie, tak jak hotele. Bo w zasadzie stanowią ich części. Kasyna i hotele to jakby zrośnięte ze sobą organizmy. Miejsca do gry w ruletkę, liczne automaty, klimatyczne światło, snujący się faceci w garniturach i eleganckie kobiety. Tak, kasyna to niesamowite miejsce. Co prawda nie poświęciłam ani jednego dolca (zgodnie z planem), ale zupełnie tego nie żałuję. Ale zgodnie z moją duszą obserwatora, to miejsce, jak i całe miasto, było idealnym punktem obserwacji.

Kasyna łączyły się ze sobą podziemnymi przejściami. Z hotelu do kasyna można więc było przejść bez wychodzenia na zewnątrz. W związku z tym zakładam, że wiele osób mogło przez dłuuugi długi czas nie widzieć światła słonecznego!

Podsumowanie

Podsumowując, w Las Vegas na pewno warto po prostu przejść się przed siebie. Szczególnie wieczorem. Warto też zajrzeć do kasyn. A przede wszystkim polecam rozejrzeć się i poczynić swoje własne obserwacje.

Jednak jest kilka rzeczy, których brakowało mi w Las Vegas. Przede wszystkim mocno odczuwałam niedobór naturalnej zieleni. Nie sztuczne, bądź wciąż nawadniane, trawniki i palmy, tylko taka najprawdziwsza zieleń. Poza tym uwielbiam miasta, które mają jakąś historię, które gdzieś między wieżowcami kryją stare dzielnice i klimatyczne zaułki. A w Vegas takich rzeczy nie uświadczysz.

Pomimo wszystko Las Vegas traktuję jako wartą uwagi ciekawostkę i szczerze polecam! 🙂

http://mojadrogado.pl/galeria/nggallery/galeria/Las-Vegas

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: