Życie pasterza. Opowieść z Krainy Jezior – książka Jamesa Rebanksa

James Rebanks opisuje swoje dzieciństwo i młodość na farmie owiec w górzystej północno-zachodniej Anglii, pracę na roli oraz naukę i studia.

Autor wprowadza nas w nieco magiczny świat owczej farmy. Świat, w którym prym wiedzie przyroda. Szczekające psy, meczące owce, hulający wiatr, palące słońce. Tam poznawał tajniki zajmowania się zwierzętami i tam odkrywał sam siebie. Kochał pracę na farmie i nie wyobrażał sobie innego życia. Jego przodkowie mieszkali tam od kilkuset lat, więc James czuł się tam dosłownie jak u siebie.

Książka jest idealna zarówno na spokojny wieczór. Wywołuje spokój, poczucie tęsknoty, taką pozytywną nostalgię i melancholię. A przede wszystkim jest wspaniałą odskocznią od codzienności.

Magia wsi

W tym świecie nie liczą się sprawy, które pochłaniają umysły osób żyjących w zurbanizowanych terenach. Nie zastanawiasz się gdzie pracować, jak urządzić mieszkanie, kiedy wziąć urlop, gdzie pójść w piątek wieczór. Codziennością nie stają się gnające tłumy ludzi, pędzące i trąbiące samochody, wieżowce, kolejne budowane wieżowce. Kto by się martwił pogodą? Latem jest klima, zimą ogrzewanie, z chodników sprząta się liście jesienią, resztki śniegu zimą, przez to wszystkie pory roku wyglądają w zasadzie tak samo.

Z kolei dni na wsi są podobne do siebie, lecz nigdy nie są nudne. Tym bardziej dla osób takich jak James – kochających wieś, pracę w gospodarstwie i zwierzęta. „Kocham tę krainę; dla mnie wszystko się zaczyna i kończy na niej, a żadne inne miejsce nie wyróżnia się niczym szczególnym”.

Liczne obowiązki

Książka jest podzielona na 5 rozdziałów, z których cztery opisują poszczególne pory roku. W formie wspomnień autor pokazuje, że życie na wsi to nie jest taka sielanka, jak wiele osób myśli. Opisuje poszczególne czynności które musi wykonywać krok po kroku będąc właścicielem gospodarstwa i olbrzymiego stada owiec. Część z nich wykonuje samemu, ale w wielu przypadkach nieoceniona jest pomoc sąsiadów, którzy wspólnie wykonują liczne obowiązki. A jest co robić. Spęd stad, strzyżenie owiec, narodziny, śmierć, choroby zwierząt, jeżdżenie na targi, wystawy i aukcje, sprzedaż, kupno, opieka nad jagniętami, sianokosy i walka z kapryśną pogodą. I wiele wiele innych. Poza tym jeszcze warto znaleźć czas na sprawy „okołodomowe” i dla siebie. Pracy zawsze jest sporo, niezależnie od pory roku.

Od razu zaznaczam, że przy czytaniu tej książki nie trzeba znać się na „owczych sprawach”. Książka nie jest jakimś poradnikiem dla właścicieli owiec. Nic z tego! Autor opisuje to w tak przyjemny i  zrozumiały sposób, że nawet osoby, które nie widziały owcy na żywo będą zachwycone lekturą.

Kształtowanie charakteru

Tak naprawdę mieszkanie na wsi uczy pokory i samoorganizacji. Człowiek mieszkający na wsi musi być dobrym księgowym, umieć zarządzać pieniędzmi tak by starczyło na wszystkie wydatki. Musi być weterynarzem, bo nie zawsze prawdziwy lekarz zdąży przyjechać na czas, musi znać się na roślinach i zwierzętach. Bez znajomości chociaż podstawowych zasad meteorologii może wpakować się w poważne tarapaty jeśli nie zdąży zrobić czegoś na czas.

Wielu zajęć można się nauczyć, jeśli jest się cierpliwym i poświęci się na to odpowiednio dużo czasu. Jednak niektórych zdolności nie da się tak po prostu mieć. Trzeba się z nimi urodzić. Szczególnie chodzi tu o charakter. Autor opisuje swojego dziadka, który był dumny, wolny i niezależny. Ludzie go szanowali, za uczciwość, pokorę i wiedzę. Autor od zawsze go podziwiał i chciał być taki jak on. Nie był wykształcony, był tak naprawdę półanalfabetą, ale nie było to istotne. Był dobry w swoim fachu, znał się na owcach lepiej niż na czymkolwiek innym i umiał tą wiedzę przekazać swojemu synowi i wnukowi, by tradycja nie zaginęła.

Edukacja

James nigdy nie przepadał za szkołą. Nie był jakoś szczególnie do niej zachęcany, może przez mamę, pasjonatkę literatury. Jednak szkoła kojarzyła mu się głównie ze stratą czasu, który mógłby poświęcić na pracę przy owcach. Trafiał na mało wyrozumiałych nauczycieli, którzy pracując bez pasji starali się zaszczepić w uczniach myślenie, że pozostawanie na wsi jest kiepskim pomysłem i że lepiej wyjechać do wielkiego świata. A James się buntował, gdy słyszał takie słowa, gdyż od zawsze kochał pracę na wsi.

Jednak w końcu pojawiły się wątpliwości.

„Wychowując się na rodzinnej farmie, nabrałem przekonania, że ciężka praca na roli jest zajęciem szanowanym przez ludzi i że dzięki niej zyskam takie samo poważanie, jakim cieszył się mój dziadek. Jednak dość szybko się zorientowałem, że jest inaczej. To, co robiliśmy, nie miało większego znaczenia dla nikogo poza rodziną i najbliższym kręgiem znajomych. W efekcie zacząłem się czuć, jak gdybym przestał istnieć dla reszty świata, jak gdyby farma mnie wchłonęła. Z jednej strony nie miałem nic przeciwko temu […], jednak było w tym zjawisku również coś irytującego, ponieważ zdawało się ono potwierdzać, że liczą się tylko ci, którzy poszli na studia, a ci, którzy pracują w tradycyjny sposób, nie są godni zainteresowania ani pochwały[…]”.

Do tego doszła mniejsza opłacalność hodowania owiec, a kłótnia z ojcem o sposób prowadzenia farmy i ukochana, która pomogła mu uwierzyć w siebie i być sobą,ostatecznie przekonały go do nauki, przeprowadzki do miasta, a nawet do studiów w Oxfordzie.

Nie mogę zdradzić, gdzie James zamieszkał, co robił w życiu i czy był zadowolony z tej decyzji. Mogę tylko napisać, że ostatecznie zdał sobie sprawę w wielu rzeczy i kierował się w życiu zgodnie ze swoimi przekonaniami. Nie zapomniał zarówno o pracy na wsi, jak i o wiedzy uzyskanej podczas studiów. Jak to pogodził?

Podsumowanie

Książka jest świetnym przykładem tego, jak można znaleźć swoje własne miejsce nie rezygnując z tego, co się kocha i do czego jest się stworzonym. Nie można żyć wbrew sobie, trzeba podążać za swoimi własnymi marzeniami, a nie żyć wizją innych osób. Życie pasterza, jak i każde inne nie musi być nudne. Ale trzeba robić to z pasją.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: