„Traktat o łuskaniu fasoli” – Wiesław Myśliwski

Starszego pana odwiedza młody człowiek z zamiarem kupienia od niego fasoli. Niepozorne zrządzenie losu rozpoczyna niezwykle ciekawy monolog – traktat – o miłości, przyjaźni, pasjach i życiu.

Książka „Traktat o łuskaniu fasoli” to rozmowa starszego pana z nieznajomym mężczyzną, który przyjeżdża do niego kupić fasolę. Wyjątkowo rozmowny starszy pan znajduje w tym człowieku kompana i wiernego słuchacza. Stopniowo, krok po kroku, opowiada historię swojego wyjątkowo ciekawego życia. Bezpośrednio nie poznajemy tajemniczego nieznajomego – odbiorcy tych słów. Można, na podstawie niektórych fragmentów przypuszczać kim on jest, jednak nie zdradzę moich podejrzeń. 🙂

Tak jak wspominałam, „Traktat” to dialog, ale jest on dosyć nietypowo skonstruowany. W zasadzie bardziej ma ona formę monologu, gdyż słuchacz ani razu się nie wypowiada. Co ciekawe, przez cały czas ma się wrażenie, że słuchacz jest wciąż obok i że jest to aktywny słuchacz.

Ta książka, jak i inne dzieła Wiesława Myśliwskiego, zachwyca mądrością i prawdziwością. Czyta się ją wyjątkowo przyjemnie. Podczas tej lektury postanowiłam, że nie popełnię wcześniejszego błędu i co ciekawsze cytaty pozaznaczam zakreślaczem tak, żeby łatwo było do nich wrócić i je znaleźć. Wiele cytatów to ponadczasowe przemyślenia i nie chciałabym ich zapomnieć. Nie uważam, żeby oznaczało to dewastowanie papieru, gdyż książka przede wszystkim ma służyć jego właścicielowi. To kopalnia wiedzy i mądrości, a po zaznaczeniach łatwiej do niej wrócić i z niej korzystać

Proste jest piękne

Myśliwski ma niesamowity dar opisywania zwyczajnych codziennych czynności, sytuacji i historii tak, że nie sposób się od nich oderwać. Tym właśnie wyróżnia się każda jego książka, również „Traktat”. Przedstawiane postacie często są proste, nie wyróżnia ich nic szczególnego, są zwyczajnymi ludźmi, a jednocześnie sprawiają wrażenie, że dysponują wielką mądrością życiową. Nie zawsze są idealni, nie zawsze uczą się na błędach, choć wyciągają z nich wnioski.

Starszy pan, do którego przyjeżdża nieznajomy, cieszy się najzwyklejszymi momentami i tą radością stara się podzielić ze słuchaczem.

„[…] Jeszcze tak jak teraz, jesienią czy zimą, wieczory długie, a ja z tymi psami, to bywa, że i tu, do kuchni, sobie przyniosę, wstawię świece i patrzę, jak się palą. I gdy tak patrzę, jak się palą, powiem panu, przestaję odczuwać, że to ja patrzę. […] Psy leżą, o, jak teraz pod ścianami w mroku, śpią czy udają, a we mnie jakby wszystko mijało i coraz większy spokój mnie ogarnia. Obojętny się niemal sobie staję, obojętny staje mi się cały świat, że jest taki, nie inny. A nawet mam poczucie, jakbym się odnajdywał w nieznanym mi porządku. No, i widzi pan, wydawałoby się zwykłe świece. […] Ale może w tym ich milczeniu jest coś więcej prócz milczenia, jak pan myśli?”

Jego zdaniem nawet w najzwyklejszych przedmiotach tkwi wielka moc. „Traktat” to hołd oddany pamięci i wyobraźni.

 „ […] Czasem wstępowałem do sklepu z antykami, […]. Lubiłem popatrzeć na różne stare meble, obrazy, przedmioty. Na te wszystkie serwantki, komody, sekretarzyki, lustra, lampy, zegary czy nawet kałamarze, suszki, nożyki do cięcia papieru. Tak się przecież zastanowić, to ileż w tych wszystkich meblach, przedmiotach kryje się ludzkich dotknięć, spojrzeń, ileż bicia serc, westchnień, smutków, płaczów, przerażeń, naturalnie i śmiechów, uniesień, wybuchów radości […].”

Codzienność

Starszy pan w pewnym momencie swoich opowieści przedstawia codzienny świat jako beznadziejną powtarzalność.

„[…] Kiedy sobie uprzytomnię, że cały świat razem ze mną wstaje, myje się, ubiera, nieraz chce mi się z powrotem do łóżka położyć […]. Jakby jakieś przekleństwo wisiało nad człowiekiem, że każdego dnia musi wstać, umyć się, ubrać. Od tego samego miałby prawo czuć się zniechęcony do całego dnia, mimo że dzień się dopiero zaczyna […]. A teraz niech pan sobie wyobrazi, że przez całe życie tak. Ile to razy nawstawaliśmy się, namyli, naubierali i po co? Ma się rozumieć, mam na myśli po tej stronie świata dzień, po której dopiero się zaczyna. Bo po tamtej, gdy my tu wstajemy, myjemy się, ubieramy, rozbierają się, myją i kładą do łóżek, co nas dopiero przy końcu dnia czeka, a wtedy ich czeka to, co my z rana przechodziliśmy. O, i według tego najlepiej widać, że świat się kręci, a nigdzie nie zmierza.”

Wolność, już w samym słowie, można powiedzieć, kryje się jej zaprzeczenie. Podobnie jak w najpiękniejszym złudzeniu tli się rozpacz. Bo jeśli rozumieć to jako wolność od wszystkich przymusów, to również od siebie. Przecież człowiek sam dla siebie jest najbardziej dokuczliwym przymusem. Często trudnym do zniesienia. I niektórzy nie są w stanie siebie znieść.”

Jednak nie jest tak, że nie widzi on żadnych pozytywów. Uważa, że powinno się robić to, co się kocha, to, w czym jest się dobrym. Jego zdaniem szarość, monotonię i beznadzieję można łatwo stłamsić zwracając uwagę na drobne niepozorne szczegóły, o czym wspominałam już powyżej.

Młodość i starość

Tak jak w książce Wiesława Myśliwskiego pod tytułem „Ucho Igielne”, którą opisywałam tutaj, http://mojadrogado.pl/ksiazki/ucho-igielne-wieslaw-mysliwski/ , autor poprzez postać starszego pana, porównuje starość z młodością. Co mnie szczególnie urzekło, „Traktat o łuskaniu fasoli” to nie narzekanie na młodych, nie wywyższanie starych, nie demonizowanie młodości i nie gloryfikowanie starości.

„[…] A nie ma się co tak do starości spieszyć. […] Sama przyjdzie. […] Nie ma w człowieku zgody na starość. Pan młody, nie musi pan jeszcze rozumieć, jak starość uwiera. Jakkolwiek i młodość czasem uwiera. Takie już jest życie, że w każdym wieku coś uwiera. Sam siebie człowiek najbardziej uwiera. […]”

„[…] Bo właśnie śmierć jest najdokładniejszą młodości miarą, starość nie potrzebuje już żadnej miary. Młodość, żeby tak powiedzieć, to stan nieważkości, jedyny w całym życiu. Czym więc można go mierzyć, jeśli nie śmiercią. Nie ma innej miary, jako że człowiek nie musi być nawet świadom, że jest młody. Świadomość, co prawda, zawsze przychodzi poniewczasie, niezależnie od wieku. Na tym polega nasz ludzki los, że zawsze poniewczasie. Zawsze już po wszystkim. Bo też świadomość jest naszym losem, nie życie. […]”

„[…] Dziwi się pan, że wyrzuty sumienia można dziedziczyć. Jak wszystko, jak wszystko […]. Musimy dziedziczyć, w przeciwnym razie to, co się stało, będzie się wciąż powtarzać. Nie możemy z dziedzictwa wybierać sobie jedynie tego, co nas nie obciąża. Zakłamalibyśmy się doszczętnie. I tak grzęźniemy już w kłamstwie. Czy nie zauważył pan, że kłamstwo przybrało oblicze prawdy? Stało się chlebem powszednim. Sposobem życia. Bez mała wiarą. Kłamstwem się rozgrzeszamy, kłamstwem przekonujemy, kłamstwem uzasadniamy rzekome prawdy. […]”

Skomplikowane losy

„Traktat o łuskaniu fasoli” to opis skomplikowanego dzieciństwa z wojną w tle, tragedii rodzinnej, ucieczki z partyzantami szkoły, różnych prac i w zasadzie całego życia. Starszy pan podkreśla znaczenie muzyki. To, co trzymało go przy życiu, to gra na saksofonie. Był  w tym dobry i sprawiało mu to dużo radości.

A co na to wszystko młody nieznajomy? Słuchacz w opowiadane historie się wciąga. Z chęcią łuska fasolę, pije herbatę, gra w pudełka od zapałek – grę z dzieciństwa starszego pana. Miał tu pewnie zajrzeć tylko na chwilę, a ten świat intryguje go i ciekawi.

Pozory mylą

Starszy pan podczas swojego życia trafiał na najróżniejsze osoby. Wiele z nich wyznaczyło jego własne życie, inne z kolei mocno zaznaczyły w nim swą obecność. Spośród wszystkich osób przedstawionych w „Traktacie” zapadły mi w pamięci szczególnie dwie: kapelusznik i filozof.

Starszy pan poznał kapelusznika gdy wiele lat temu wybrał się do sklepu na poszukiwanie swojego pierwszego kapelusza. Kiedyś było to znaczące wydarzenie, bo kapelusz kojarzył się z dorosłością. Starszy pan, wtedy jeszcze młody, w zapomnianym przez świat sklepie, przy lichym świetle, spotyka człowieka, który przed wojną prowadził własny biznes, a potem, po upaństwowieniu jego sklepu, został stłamszony przez galopującą komunę. Kapelusznik był mocno zagubiony w obecnym świecie. Człowiek ten był istnym reliktem czasów przedwojennych. Reliktem, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. W międzyczasie zmieniła się też moda i przyzwyczajenia, a świat poszedł do przodu, a tacy ludzie jak właśnie ten kapelusznik, zostali w miejscu.

W pamięć zapadł mi też fragment o studencie filozofii, któremu został jeden egzamin do ukończenia studiów. Aż wybuchła wojna. I po wojnie ktoś się go spytał, czemu nie ukończył studiów, przecież to raptem jeden egzamin, nie tak znów dużo roboty. „[Wtedy] oczy mu krwią nabiegły, a nie wypiliśmy jeszcze tak dużo. – A po cholerę? Na co mi filozofia po tym wszystkim?! Żaden rozum by tego nie pojął?! Żaden Platon, Sokrates, Kartezjusz, Spinoza, Kant! Niech ich wszystkich szlag!. I aż huknął musztardówką w stół. Popatrzyliśmy po sobie, bo nikt z nas nie wiedział, co to za jedni, że aż tak mu dopiekli. Zapytać też nikt nie śmiał, bo może wypadało wiedzieć. Któryś tylko powiedział: – Widać wszędzie można spotkać takich samych sku…synów. Nie tylko na budowach. – I nalał mu pełną musztardówkę. – Masz, wypij.”

Życiem rządzą przypadki

Życiem rządzą przypadki. To chyba jest jedno z oczywistych haseł, które często pojawia się w tej książce. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to żadne przełomowe odkrycie. To sformułowanie jest pewnie dla niektórych oklepane i wręcz nudne. Jednak moim zdaniem nabiera ono zdecydowanie większego sensu, jeśli jest podparte takimi historiami, takimi jak te, przedstawione w „Traktacie”.

Spotkanie w kawiarni z nieznajomym człowiekiem, obrany kierunek w szkole, decyzja o grze na saksofonie, poznanie muzyka podczas pracy na budowie, dzięki któremu główny bohater mógł uczyć się gry na wymarzonym instrumencie. I wiele, wiele innych. Autor poprzez postać starszego pana ukazuje życie nie jako wyraźnie wyznaczoną linię, a raczej zbiór punktów, z których połączenia wychodzi przypadkowa, nieco połamana ale własna i niepowtarzalna, linia.

No i samo spotkanie starszego pana z nieznajomym. Jakim cudem człowiek potrzebujący fasoli nie idzie do sklepu, tylko przyjeżdża tutaj samochodem? Przypadek?

Podsumowanie

Nie wiem, jakie mądrości wyciągnęli z książki „Traktat o łuskaniu fasoli” inni czytelnicy. W każdym razie dla mnie jasne jest to, że nie należy być zamkniętym na życie i na przypadki, które w dużym stopniu decydują o całym życiu. Jednak pomimo przypadkowości wielu zdarzeń, istnieje przeznaczenie, które prowadzi człowieka przez meandry codzienności. I warto aktywnie go poszukiwać. A w tym przedsięwzięciu warto pamiętać, że gdy się siebie polubi, to to „skazanie na siebie” wydaje się o wiele prostsze.

One Response to “„Traktat o łuskaniu fasoli” – Wiesław Myśliwski

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: