Świadek mimo woli – Gianrico Carofiglio

Mecenas Guido Guerriera broni oskarżonego o morderstwo Thiama Abdou przed grożącym mu dożywociem, a także porządkuje swoje rozsypane życie prywatne i zdrowie starając się wyjść z depresji.

Tym razem sięgnęłam do kryminału. Przynajmniej zakładałam, że będzie to kryminał. Przeglądając informacje na temat tej książki najczęściej trafiałam na określenie „thriller prawniczy”, ale Wikipedia pisze o powieści i „kryminale sądowym. Zdecydowałam się podjąć wyzwanie pomimo tego, że prawniczo-sądowe zawiłości zawsze omijałam szerokim łukiem. Do tego wszelkie sceny z sali rozpraw zawsze wydawały mi się pełne niejasnych słów. Na szczęście książka mnie nie zawiodła. Napisał ją Włoch Gianrico Carofiglio, który dzięki pracy jako prokurator ma olbrzymią wiedzę z tego zakresu. Tą wiedzę przekuł w naprawdę dobrą powieść napisaną bardzo przystępnym i lekkim językiem. Więc na całe szczęście nie trzeba znać się na prawie, aby móc zrozumieć o co chodzi.

Akcja powieści dzieje się na południu Włoch – głównie w Bari. Autor przedstawia sylwetkę mecenasa Guida Guerriera – pochłoniętego pracą prawnika przed czterdziestką, u którego po rozstaniu z żoną pojawiają się pierwsze poważne symptomy depresji. Jego praca nie jest prosta – podczas rozpraw styka się z najróżniejszymi typami osób, co przy jego nastawieniu do świata i ludzi jest wyjątkowo ciężkie. Nie zawsze jest kryształowy, a jego sumienie nie jest najczystsze, gdyż zdarza się, że broni też tych, którzy do uczciwych nie należą ale nie będą mieli problemu z opłaceniem prowadzenia sprawy. Stara się wieść w miarę uporządkowane życie i pomimo problemów natury psychologicznej jakoś funkcjonować. W zależności od dnia wychodzi mu to różnie, zdarza się, że zaniedbuje pracę.

Sprawa Abdou

Nagle wychodzi na jaw prawdziwie okrutna zbrodnia – zostaje zamordowany dziewięcioletni chłopiec Francesco Rubino. Prokuratura wytypowała podejrzanego – Senegalczyka Thiama Abdou pracującego jako handlarz. Guido podejmuje się obrony Thiama, chociaż nic nie wskazuje na to, by było to sprawa do wygrania.

Abdou twierdzi, że nie zabił chłopca i jest niewinny. Jednak niewiele to znaczy biorąc pod uwagę nieprzychylność sądu i brak jednoznacznych dowodów świadczących o niewinności oskarżonego. Powoduje to, że mecenas w zasadzie walczy przeciwko wszystkim chcąc wygrać sprawę.

Guido coraz bardziej wgłębia się w ten przypadek i z czasem traktuje go jako dobrą okazję do obnażania słabości systemu sądownictwa. Tylko czy to wyjdzie na dobre jemu jako prawnikowi i jego klientowi? Zastanawia się czy proces od samego początku jest prowadzony rzetelnie i czy istnieją szanse skutecznej obrony. Czy na pewno jeden z głównych świadków jest wiarygodny? A może jest to świadek mimo woli

Mecenas nie chce traktować sprawy po macoszemu, a samego Abdou traktuje jak równego sobie. „[…] Zdałem sobie sprawę, że nie mam ochoty rozmawiać przez kratę. Nie było mowy, aby pozwolili Abdou wyjść i porozmawiać ze mną w sali. To wbrew regulaminowi. […] Usiadłem na ławce obok Abdou i doznałem absurdalnego uczucia ulgi na dźwięk zamykającej się ponownie zasuwki. […] Rozmawialiśmy o wielu rzeczach i paliliśmy jego papierosy. W pewnym momencie zachciało nam się pić, więc zadzwoniłem z mojej komórki do baru, aby coś zamówić. Po dziesięciu minutach przyszedł chłopak z tacą i podał nam przez kratę dwie szklanki zimnej herbaty. Zapłacił Abdou. Wypiliśmy, obserwowani przez zaskoczonych funkcjonariuszy”.

Przemiana Guido

Guido, pomimo licznych sukcesów w pracy, ma poczucie zmarnowanego życia. Nie jest tez pewny, czy to co robi jest tym, co chce robić. „[…] Zostałem adwokatem z czystego przypadku, bo nie znalazłem nic lepszego do roboty i nie potrafiłem szukać. Co, oczywiście, na jedno wychodzi. Zapisałem się na prawo, chcąc zyskać na czasie, nie miałem bowiem sprecyzowanego planu. Po dyplomie, znowu dla zyskania na czasie, zatrudniłem się w pewnej kancelarii prawniczej w oczekiwaniu, aż moje plany staną się bardziej precyzyjne. Potem przestałem na to czekać, bo czas mijał i obawiałem się, że musiałbym wyciągnąć wnioski z tego precyzowania planów. Stopniowo znieczulałem emocje, pragnienia, pamięć, wszystko. Rok po roku. […]”.

Podczas swoich przemyśleń, Guido dochodzi do ciekawych, wręcz ponadczasowych, wniosków. „Chciałem robić wszystko powoli. […] Pomyślałem o tych nieskończonych razach, kiedy wykonywałem te same ruchy jak automat. Spostrzegłem, że teraz potrafię myśleć o pustce bez natychmiastowych zawrotów głowy. Potrafię nie odwracać wzroku”. „Nie należało ulegać emocjom, a przede wszystkim za dużo się spodziewać. […]. Można nabić sobie guza, nawet niezłego guza. Nie tylko w trakcie procesu”.

Sala sądowa nie jest najprzyjaźniejszym miejscem. To miejsce tylko dla najtwardszych umiejących psychologicznie rozegrać obrady. Jest to miejsce dla ludzi wygadanych, dyplomatów, spryciarzy i ludzi pewnych siebie. Jak odnajdywał się tam Guido?

Mecenas w życiu prywatnym często zawodzi sam siebie, jest niepewny, ale w sądzie budzi się w nim inna natura. Na co dzień nie dostrzega emocji innych osób go otaczających, nawet jeśli zna je wiele lat. Natomiast w sądzie zwraca uwagę na najdrobniejsze szczegóły, które może wykorzystać na swoją, a w zasadzie na klienta, korzyść. Jest pewny siebie. 

Obrady w sądzie to nie tylko potyczki słowne. Autor, szczególnie w ostatniej scenie, w mistrzowski sposób pokazał, że obrady są pełne emocji, psychologicznych zagrywek, ukrytych spojrzeń, porozumienia bez słów. I to one często są tu kluczowe. 

Życie poza pracą

Ciężko stwierdzić co jest głównym wątkiem powieści. Proces Abdou i śledztwo z nim związane, czy może życie prywatne mecenasa Guido i to co się dzieje poza pracą?

Poza potyczkami w sądzie, u Guida sporo się dzieje w życiu prywatnym. Mecenas wciąż próbuje rozliczyć się z przeszłością. Świetnie pokazane są jego sposoby na odskocznię od zajmującej sporo czasu i energii pracy. Guido potrafi raz na jakiś czas pojechać na plażę z książką i odciąć się od codziennego biegu i docenia te chwile spędzone sam na sam ze sobą. Nie może pogodzić się ze stratą żony, jednocześnie wiedząc, że wiele zawinił. W międzyczasie poznaje Margheritę, a rozmowy z nią dają mu nadzieję na normalne życie. Chociaż kobieta nie jest łatwym przypadkiem z psychologicznego punktu widzenia. Jak się potoczy ich znajomość?

Podsumowanie

Jest to pierwsza część czterotomowego cyklu. Nie jestem pochłaniaczką kryminałów i powieści w stylu kryminalnym, ale ta mnie urzekła i jestem ciekawa kolejnych części. Książkę „Świadek mimo woli” polecam nie tylko osobom szukającym sensacji. 🙂 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: