Ostatni Maraton – Piotr Kuryło

Maratończyk Piotr Kuryło przebył swój ostatni maraton. Jednak nie byle jaki! Kierując się wciąż na zachód przebiegł całą kulę ziemską: Europę, Amerykę Północną i Azję. Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych!

Bieg dla Pokoju

Lubię książki, których autorzy podkreślają, że wszystko jest możliwe, trzeba tylko ciężko na to pracować, a gdy pokonujesz swoje słabości, możesz zdziałać wszystko. Ale tutaj nie chodzi mi o żadne motywujące poradniki, tylko o prawdziwe historie opisane przez prawdziwych ludzi, którzy mają swoje pasje i dzięki nim podbijają świat. Tak jak Piotr Kuryło, autor książki „Ostatni Maraton”, który przebiegł świat.

Autor jest doświadczonych maratończykiem i długodystansowcem. Przez wiele lat brał udział w wielu długich biegach, na przykład z Polski do Grecji, lub w nietypowych zawodach jak charytatywny bieg na 94 piętro wieżowca w Chicago. W końcu po wielu latach morderczych treningów, zawodów, wyścigów i maratonów na całym świecie, zdecydował się na zakończenie kariery biegacza. Jednak postanowił zrobić to w wielkim stylu i na koniec pobiec jeszcze raz, ostatni raz.

W dniu 7 sierpnia 2010 roku startując z rynku w Augustowie rozpoczął swój „Bieg dla Pokoju”, trwający rok, podczas którego przebiegł przez Polskę, Niemcy, Francję, Hiszpanię, Portugalię, Stany Zjednoczone, Rosję, Kazachstan, Łotwę i Litwę. Biegnąć wciąż na zachód, dokładnie rok później dobiegł do Augustowa, oczywiście od drugiej strony.

Gdy tylko podjął decyzję o biegu, zaczął przygotowywać rzeczy niezbędne do wyprawy. Prowiant, apteczkę, ubrania i niezbędny sprzęt postanowił transportować podczas biegu na odpowiednio w tym celu przerobionym kajaku. Wystarczyło dobudować kółka, trochę przerobić miejsce do siedzenia, aby móc się w nim także zdrzemnąć w przypadku braku miejsca noclegowego po drodze i zamocować pasem do bioder, aby nie blokował rąk.

Wiara

Autor na każdym etapie biegu podkreślał swoją głęboką wiarę, która pomogła mu w momentach zwątpienia i utraty sił. Często się modlił, a to dodawało mu energii i otuchy. Za rodzinę, za dobrych ludzi spotkanych po drodze i za pokój. Nie zrażał się ruchliwymi ulicami w Europie, pustynnymi terenami w Stanach Zjednoczonych i mroźnymi pustkowiami w Rosji. Po prostu biegł i biegł, w myślach odmawiając modlitwy.

Ludzie

Piotr Kuryło nie znał ani języka angielskiego, ani rosyjskiego, a w zasadzie dzięki znajomości tylko kilku niezbędnych słów mógł dogadać się z napotkanymi po drodze ludźmi. A spotkał ich co niemiara.

Autor poświęca sporą część książki ludziom napotkanym po drodze, którzy oferowali mu bezinteresowną pomoc. Bez ich pomocy autor prawdopodobnie nie dałby rady przebiec takiego dystansu, co zresztą sam podkreśla. Ktoś mu podał torbę z jedzeniem, ktoś wcisnął zwitek banknotów, inny sprezentował buty, a napotkany po drodze człowiek zaoferował nocleg. Nawet zwykłe słowa pełne otuchy i wiary w jego możliwości dawały wiele. Albo na przykład „zwykły” kubek z herbatą.

„Pensylwania powitała mnie wzgórzami porośniętymi lasem oraz, niestety, deszczem. Mimo to biegło mi się dobrze. Pewnego wieczoru, gdy już miałem wszystko przemoczone, byłem kompletnie zziębnięty i bardzo bliski załamania nerwowego, z jednego z mijanych podwórek wybiegła do mnie kobieta. Miała w dłoniach aluminiowy kubek z przykrywką. W środku była gorąca herbata. Nieznajoma wręczyła mi gorące naczynie i dała do zrozumienia, że mogę je sobie wziąć, że jest dla mnie. […] Tego właśnie najbardziej potrzebowałem w tej chwili. Dodała mi otuchy, jakiej nie otrzymałem wcześniej. Przestałem wtedy się zamartwiać niewielkim budżetem mojej wyprawy. Wiedziałem już na pewno, że pieniądze to nie wszystko. Nimi przecież bym się nie ogrzał… Pomodliłem się za tę kobietę oraz za wszystkich dobrych ludzi, których spotkałem na swojej drodze. […] Dobiegłem do najbliższego zadaszonego przystanku, usiadłem na ławce i wypiłem gorącą herbatę.”

Autor podkreśla, że wiele dobrego spotkało go od najróżniejszych osób, niezależnie od miejsca zamieszkania, wyznawanej wiary i statusu społecznego.

Na przykład w Rosji „po południu jacyś biznesmeni zatrzymali się na chwilę przy mnie, porozmawiali i życzyli powodzenia. Zostawili mi do jedzenia jeszcze ciepłe pierogi z kapustę. Była ich cała torba. Ten podarek wystarczył mi na dwa dni.”

Z kolei w Stanach Zjednoczonych, „dwie panie, które pracowały jako sprzątaczki, wręczyły mi aż 150 dolarów. Wtedy zrozumiałem, że prawdziwie bogatym nie jest ten, kto ma więcej, lecz ten, kto potrafi się swoim dobytkiem podzielić.”

Ciężkie momenty

Nie wszystko było łatwe, miłe, przyjemne i usłane różami. Ruchliwe drogi, szczególnie w Europie i Stanach Zjednoczonych były często naprawdę niebezpieczne. Natomiast kojoty na amerykańskich preriach i wilki w syberyjskich lasach stanowiły śmiertelne niebezpieczeństwo.

Ponieważ na dalekich rosyjskich odludziach drogi były pozbawione asfaltu, bieg po kamienistej drodze niesamowicie obciążał obolałe nogi. No i ta temperatura! W Stanach Zjednoczonych na pustynnych terenach było niewyobrażalnie gorąco, a w Rosji przeraźliwie zimno. A do tego raz na jakiś czas padał deszcz.

 Na amerykańskiej prerii, „na tym kompletnym pustkowiu zauważyłem za zakrętem zepsutą ciężarówkę. Właśnie podjeżdżała do niej druga maszyna, która miała ją holować. Przyspieszyłem, żeby mi nie uciekły. Dobiegłem do nich w ostatniej chwili. […] – Łoter – poprosiłem kierowcę, zupełnie już wyczerpany. Usta miałem spękane do krwi, a moja twarz –spalona słońcem – jaśniała czerwienią. […] Amerykanin spojrzał na mnie, długo nie myśląc i wyciągnął z kabiny 10 półlitrowych butelek wody mineralnej. Podziękowałem i wypiłem na miejscu dwie z nich.”

Podczas gdy w Syberii „temperatura spadła błyskawicznie i zrobiło się strasznie zimno. Założyłem na siebie wszystko, co miałem. Rano obudził mnie przenikliwy chłód. Wyjrzałem z wózka, a wszędzie wokół leżał gruby śnieg. Odkopałem swój dobytek i niezwłocznie ruszyłem do przodu”.

Podsumowanie

Książka jest warta przeczytania nie tylko dlatego, że opisuje niewiarygodny wyczyn, ale po prostu dlatego, że ma wyjątkowo ciekawą fabułę. Opis przygód Autora jest idealny, moim zdaniem, do nakręcenia naprawdę dobrego filmu. A nagroda Kolosa 2011 w kategorii „Wyczyn roku” trafiła bez wątpienia w dobre ręce – Piotra Kuryło. Jego ostatni maraton uczy skromności, wiary, dzielenia się dobrem i pasji.

Ten bieg wiele mnie nauczył i pozwolił mi zrozumieć, co jest w życiu najważniejsze. Najważniejsze to być dobrym dla innych. To dzięki dobrym ludziom, których spotkałem na swojej drodze, udało mi się przetrwać. Dzięki nim mogłem kontynuować bieg.”

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: