„Godziny” – książka i film

„Godziny” to poruszająca historia trzech kobiet. Każda z nich prowadzi na pozór szczęśliwe i spokojne życie. Jednak tak naprawdę czują, że są zmęczone codziennością i wypalone niespełnionym życiem i z tego powodu pragną i potrzebują zmian.

Jakiś czas temu oglądałam film „Godziny”, którym byłam zachwycona. Niedawno odkryłam, że istnieje książka Michaela Cunninghama, która stanowiła inspirację do stworzenia tego filmu i powstała na podstawie życia i twórczości Virginii Woolf, a zwłaszcza jej powieści „Pani Dalloway”. Autor książki otrzymał za nią nagrodę Pulitzera. Natomiast filmowa Virginia Woolf, czyli Nicole Kidman, została nagrodzona Oscarem w 2003 roku.

Z tego względu stwierdziłam, że grzechem byłoby nie przeczytać TAKIEJ książki, a następnie nie powrócić do TAKIEGO FILMU, aby móc zestawić przedstawione fakty z drukowaną wersją tej historii. Lekturę wchłonęłam błyskawicznie i prawie natychmiast wzięłam się za obejrzenie filmu, który po raz kolejny mnie urzekł.

Głównymi bohaterkami książki są trzy kobiety, których historie i losy stopniowo poznajemy. Akcja dzieje się na przedmieściach Londynu w latach 40-tych w domu Virginii Woolf, na przedmieściach Los Angeles w latach 50-tych w świecie Laury, a także w Nowym Jorku w latach 90-tych, gdzie mieszka Clarissa.

Virginia Woolf

Virginia to pisarka, mieszka wraz z mężem na przedmieściach Londynu. Jej mąż, ze względu na depresję żony i pogarszający się jej stan psychiczny, postanowił przenieść się tam ze stolicy i zamieszkać w uroczym domu z przepięknym ogrodem. Virginia spędza czas na pisaniu książek i sporadycznej pomocy mężowi prowadzącemu wydawnictwo. Męczy ją depresja i trudność napisania powieści, która cały czas kształtuje się w jej głowie. Wciąż zastanawia się nad losem głównej bohaterki, Pani Dalloway. Chciałaby jak najszybciej wrócić do stolicy gdyż na wsi czuje się jakby była więziona we własnym domu.

Celem książki „Pani Dalloway”, a zarazem książki „Godziny” i filmu o tym samym tytule, było ukazanie jednego kluczowego dnia z życia kobiety. Kobiety, która na pierwszy rzut oka jest perfekcyjną panią domu, a jednak nie do końca odnajduje się w tej roli. Ma rodzinę, codzienne zajęcia, wydaje się przy tym być szczęśliwa, spełniona i zadowolona. Jednak orientuje się, że żyje w określony sposób tylko z przyzwyczajenia i że w ten sposób uciekają jej kolejne godziny życia.

Laura i Clarissa, a Pani Dalloway

Laura, kolejna bohaterka, mieszka na przedmieściach Los Angeles. To perfekcyjna pani domu. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że „jest szczęściara”, jak określiła to jej przyjaciółka Kitty. Ma kochającego męża i wielbiącego ją synka, a do tego jest w ciąży. Jednak czuje się coraz bardziej uwięziona we własnym domu, gdyż spędza tam w zasadzie cały czas. Ma coraz bardziej poważne wątpliwości, czy wybrała właściwą drogę życiową. Szczególnie mocno przeżywa swoje niepowodzenia, jej zdaniem oddalające ją od bycia przykładną panią domu. Jedynym jej azylem są książki, na przykład powieść „Pani Dalloway”. Dopiero gdy czyta, jest tak naprawdę sobą.

Czy Laura jest szczęśliwa w małżeństwie i macierzyństwie?

Natomiast Clarissa mieszka w centrum Nowego Jorku. Jest szczęśliwą kobietą w średnim wieku i pracuje jako redaktorka książek. Ma nastoletnią córkę oraz partnerkę, z którą jest już prawie 20 lat. Ma także przyjaciela Richarda, pisarza chorego na AIDS, rozsypanego psychicznie i w ciężkim stanie, który za chwilę dostanie prestiżową literacką nagrodę. Właśnie z tej okazji Clarissa, nazywana przez Richarda Panią Dalloway, wydaje przyjęcie.

Czy Clarissa tak naprawdę cieszy się swoim życiem?

Clarissa i Laura to na pierwszy rzut oka szczęśliwe, spełnione osoby. Czy aby na pewno? A Virginia? Przecież niby ma tyle czasu na pisanie, czyli na coś, co tak uwielbia robić!

Ucieczka od schematów

Wszystkie te kobiety w pewnym sensie są niewolnikami zwyczajów, uprzedzeń i słowa „powinno się”. Powinno się dbać o rodzinę, o męża, o dzieci, o dom, o codzienne sprawy składające się na codzienność.

Autor przedstawia je jako odrębne postacie, lecz historie okazują się być bardzo podobne i w pewnym sensie ze sobą powiązane. Każda z nich żyje w nieodpowiadający do końca swoim przekonaniom sposób. Czują się z tym źle, ale nie wiedzą co robić i czy w ogóle coś robić. Wciąż słyszą od innych, że przecież jest im dobrze, że o co im chodzi, że można im tylko pozazdrościć. I mają tego dość. „Też bym chciał spacerować przed dwunastą” – słyszy od męża Virginia. „Przecież pieczenie tortów jest proste! Ale twój mąż i tak cię kocha” – Laurze te słowa sąsiadki nie dodają otuchy. A Clarissa? W ferworze walki z terminami i sprawami do załatwienia przed uroczystością słyszy, że „organizuje imprezy, byleby nimi zapełnić pustkę” przemijających godzin.

Nieodwracalne decyzje

W trakcie lektury i seansu dowiadujemy się, że każda z nich wybrała inną drogę ucieczki od dotychczasowego życia. Podjęcie nieodwracalnych decyzji na zawsze je odmieniło. Każda z nich chciała w ten sposób pozostać sobą i zachować to, co jest dla nich najcenniejsze. 

Książka i film „Godziny” jest wyjątkowo wciągająca. Czytelnik i widz utożsamia się z bohaterkami. Co prawda czasem możemy się irytować, na przykład gdy Laura skupia się na tym, żeby zrobić idealny tort urodzinowy dla męża, Clarissa odrzuca od siebie myśl, że Richard tak naprawdę nie chce wziąć udziału w przyjęciu, a Virginia nie cieszy się z uroku przepięknego ogrodu, a pragnie wrócić do ruchliwego miasta. Ale pomimo tego darzymy je sympatią, chyba dlatego, że możemy znaleźć w nich sporo swoich cech. Nie są idealne i właśnie dlatego są tak realne.

Film jest bezbłędną, moim zdaniem, ekranową wersją książki. Podoba mi się to, że jest w dużym stopniu wierną kopią drukowanego słowa i nie gubi najważniejszych wątków i cech postaci. Nicole Kidman (grająca Virginię), Meryl Streep (jako Clarissa) i Julianne Moore (książkowa Laura) to aktorki idealnie dopasowane do swoich ról. Czytając książkę właśnie tak sobie je wyobrażałam. 

W przedstawionej historii wielkie znaczenie ma postać Richarda. Tym bardziej, że pod koniec historii staje się on łącznikiem między dwiema kobietami. Jego przemyślenia co prawda często bezceremonialnie godzą w psychikę, lecz są wyjątkowo trafne i celne, a do tego inspirują. Wbrew pozorom jest w podobnej sytuacji co wyżej opisane kobiety.

Podsumowanie

Zarówno książka, jak i film są genialne. Pani Dalloway, nazwisko, które wciąż się przewija i w filmie, i w książce to uosobienie wielu kobiet, których na pierwszy rzut oka spokojne życie odbiega od ich oczekiwań.

Ta historia pokazuje, jak można walczyć z upływającymi godzinami. Można im się poddać i płynąć z nurtem rzeki, można zatrzymać nurt, ale raz na zawsze, a można po prostu przejść do innej rzeki, bezpowrotnie. Od nas zależy co wybierzemy. Ciężko stwierdzić, które rozwiązanie jest słuszne. Przecież to wszystko jest takie subiektywne!

Polecam zarówno książkę jak i film, a powieść „Pani Dalloway” dopisuję do mojej coraz dłuższej listy „książek do przeczytania”. 🙂 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: