Diabeł ubiera się u Prady – książka Lauren Weisberger

Nieznosząca sprzeciwu Miranda Priestly, z wyniosłą miną przemierza korytarze biura. Wokół niej tłum wpatrzonych w nią jak w obrazek pracowników czekających na jej skinienie i obawiających się jej każdego krytycznego spojrzenia.

I do tego dwie osobiste asystentki: perfekcyjna we wszystkim, ubóstwiająca swoją szefową, unosząca brwi gdy coś się jej nie podoba Emily oraz Andrea – zwyczajna dziewczyna, która trafia tam w zasadzie przypadkiem. Są zupełnymi przeciwieństwami.

Emily wygląda, jakby tam pracowała całe życie i zupełnie jej to nie przeszkadzało, a Andrea?

Jak Andrea tam się znalazła?

Zarówno w książce, jak i w filmie, Andrea po prostu szukała pracy. Wyjątkowo intensywnie, bardzo jej potrzebowała. A w tym samym czasie akurat kolejna asystentka Mirandy przeszła z tego stanowiska na inne zgodnie z niepisaną zasadą – przepracujesz u niej rok, a ona załatwia ci przeniesienie gdzie tylko zechcesz.

Było to coś w stylu zaprzedania duszy diabłu – oddajesz siebie na rok, a przez ten rok jesteś na każde skinienie, cały czas pod telefonem, wręcz uwiązana do niego. Nie podpadasz. Zachowujesz się z klasą. Nie zastanawiasz się czy coś ma sens czy nie, po prostu to robisz. Nie dopytujesz, najwyżej zrobisz coś źle i wtedy to odkręcasz, oczywiście biorąc całą odpowiedzialność na siebie. Nawet gdyby miało się to wiązać z wielkimi kosztami. W końcu „Runway stawia”.

Początki w świecie mody

Andrea zawsze chciała być dziennikarką. Jest świeżo po studiach. Marzy o pracy w New Yorkerze, jednak składa dokumenty w różne miejsca. Między innymi do Runway’a – królestwa Mirandy, z którego nagle dzwoni telefon potwierdzający rozmowę rekrutacyjną. Podczas wizyty w siedzibie tego magazynu Andrea widzi tylko i wyłącznie przepiękne zadbane kobiety w markowych ubraniach (nie tylko tytułowa Prada) i szpilkach. Czuje się przy nich grubo, źle i prowincjonalnie, ale z drugiej strony czuje się od nich lepsza, że pozostaje wciąż sobą i nie traci głowy dla tych zbytkownych spraw. 

No i wciąż ma w głowie to, że trwałoby to przecież tylko przez jeden rok. Jeden jedyny rok! Zamiast co najmniej kilku lat wykonywania bezsensownej pracy za śmieszne pieniądze. Ten rok przybliży ją do wymarzonej pracy i pozwoli zaoszczędzić wiele godzin upokorzeń gdziekolwiek indziej.

Miranda zgadza się na jej zatrudnienie pomimo tego, że Andrea nie nosi markowych ubrań, nie zna się na modzie i nigdy nie pracowała jako asystentka. Dlaczego? Cały Runway się dziwi. Ale Miranda ma swoje powody. I nie musi się przecież nikomu tłumaczyć.

Życie = praca?

Od momentu podjęcia tej decyzji zaczyna się jazda bez trzymanki. Pobudki o chorych godzinach poranno-nocnych, kilkunastogodzinne dni pracy. Codziennie. Często bez przerwy na obiad. Spełnianie zaskakujących zachcianek Mirandy, miliony telefonów i maili. Wieczne popalanie papierosów na odstresowanie. Przepraszanie za to, na co nie ma się wpływu. Załatwianie odrzutowca, tylko po to, aby dostarczyć dwie książki do Paryża dla córek Mirandy na niedzielne śniadanie. Zamawianie gigantycznych ilości markowych apaszek tylko dlatego, że Miranda wciąż je gubi traktując je jak jednorazówki. Szukanie niani dla ukochanych bliźniaczek Mirandy. Organizowanie przyjęcia zaręczynowego szwagra Mirandy. I wiele wiele innych „obowiązków”.

„To praca, za którą miliony dziewczyn dałoby się zabić” – Andrea słyszy to na każdym kroku. I ma tego tekstu serdecznie dosyć.

Andrea widzi bezsens tego wszystkiego, ale nie potrafi się temu przeciwstawić. I chyba do końca nie chce, bo wciąż wydaje jej się, że jest poza tym, że ma odskocznię w postaci ukochanego chłopaka Aleksa i zwariowanej przyjaciółki Lily. Jednak tak naprawdę powoli traci z nimi kontakt. Nie jest tą samą osobą co kiedyś. A do tego przystojny pisarz Christian, którego poznała na imprezie pracowej! Świat wywrócił się do góry nogami, a gdy jeszcze Emily rozchoruje się na tyle, że Andrea przejmuje wszystkie obowiązki dotychczas rozłożone na nie obydwie – zapanuje w jej głowie niesamowity chaos. Andrea wciąż siebie okłamuje, że może wszystko połączyć.

Andrea nie chce dać się pochłonąć przez ten świat absurdów i liczy, ile dni pozostało do końca pracy, ale jednocześnie czuje, że brnie w to coraz głębiej. Nie chce słuchać rodziców, Aleksa, Lily, ale zauważa, że się od nich oddala. Jest w zupełnie innym świecie, otoczona darmowymi torebkami, taksówkami na koszt firmy i ciągłymi rozmowami o ubraniach, kosmetykach i dietach. Z tej perspektywy świat wygląda zupełnie inaczej.

Czy uda jej się zrozumieć, że nie warto się tak poświęcać?

Podsumowanie

Książka jest wyjątkowo wciągająca. Stanowi świetne uzupełnienie filmu, część wątków w książce jest przedstawiona o wiele dokładniej, ale film zdecydowanie warto obejrzeć ze względu na genialną obsadę (Meryl Streep jako Miranda, Anne Hathaway i Emily Blunt jako asystentki).

Tak jak Andrea wpada w wir pracy, tak podczas lektury z łatwością wpada się w ciąg zdarzeń. Andrea i jej humorystyczne komentarze, którymi próbuje podnieść się na duchu, są zupełnym przeciwieństwem bezwzględnej Mirandy i jej ślepo oddanej Emily. W książce – tak jak i w filmie – jest świetnie ukazana przemiana głównej bohaterki. „Kiedy wejdziesz między wrony zaczniesz krakać jak i one” – to zdanie idealnie odzwierciedla jej sytuację. 

W filmie i książce pojawiają się nieznaczne różnice – chociażby w opisie jej znajomości z Christian’em i z Lily – ale nie zmieniają one na głównego przesłania. A jakie jest to przesłanie? Moim zdaniem takie, że nie warto poświęcać wszystkiego dla pracy. Niezależnie od tego jaka ona by nie była, co by nie umożliwiała i jakich szans by nie dawała. Po prostu, są sprawy, których nie można zaniedbać. Praca to dodatek do życia. Ma je ułatwiać, a nie uniemożliwiać. Niby oczywiste, ale jednak nie dla wszystkich. 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: