Serial „Walking Dead” – nie tylko o zombie

W „Walking Dead” przenosimy się do czasów apokalipsy, gdy więcej jest zombie niż żywych, a grupy ocalałych próbują przetrwać i stworzyć świat na nowo.

Kilka słów na początek

Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że obejrzę tyle odcinków jakiegokolwiek serialu. Nigdy też nie przeszłoby mi przez myśl, że będzie to serial z zombie. Dotychczas gdy słyszałam o takich filmach czy serialach, od razu wydawało mi się, że to na pewno nie jest nic sensownego. Kojarzyło mi się to z mało pożytecznym sposobem spędzania czasu, który nie jest żadną rozrywką, a raczej sztucznie napędza emocje.

Jednak zapomniałam o „apokaliptycznej” stronie mojej duszy! 🙂 A przecież raz na jakiś czas lubię czytać lub oglądać cokolwiek związane z tematem różnie rozumianego końca świata, kataklizmów itp. „Walking Dead” zdecydowanie zaspokaja tą potrzebę. A przy okazji tylko się upewniłam, że szczególnie ciekawa jest obserwacja, jak w takich czasach mogą radzić sobie ludzie. Bo właśnie oni są najcenniejszym zasobem, zwłaszcza wtedy, gdy nie wiadomo, czy przeżyje się kolejny dzień.

Zombie – skąd się wzięły?

Początkowo poznajemy świat przede wszystkim z perspektywy Ricka. Policjant przebudza się ze śpiączki i orientuje się, że jest jedynym żywym człowiekiem w całym szpitalu. Gdy wychodzi na zewnątrz, dociera do niego w jakim piekle się obudził. Wszędzie, gdzie okiem sięgnąć, wałęsają się zombie. Kiedyś były one ludźmi, jednak po ugryzieniu zmieniły się właśnie w zombie. Nie są ludźmi, nie są też umarłymi. Są pozbawieni uczuć, emocji, reagują tylko na zapach człowieka i są śmiertelnie niebezpieczne. Walking Dead czyli chodząca śmierć – tytuł nie wziął się znikąd.

Stopniowo okazuje się, że poza Rickiem jest sporo osób, które również przetrwały. Niektóre z nich są rozproszone a inne zbite w grupy. I widz, krok po kroku, śledzi losy bohaterów, którzy niekiedy zupełnie przypadkowo trafiają na siebie, tworząc więzi często silniejsze niż w rodzinie.

Moim zdaniem świetnym pomysłem jest niejasny początek apokalipsy. Jest to w sumie logiczne – świat poznajemy z perspektywy zwyczajnych ludzi, których zaskoczyła ona w najróżniejszych miejscach i momentach. I którzy z uzyskaną szczątkową wiedzą i własnymi przypuszczeniami muszą sobie jakoś radzić. Niewiele im da wiedza skąd się wzięły pierwsze zombie, gdy trzeba zdobyć pożywienie, leki, uniknąć śmierci i przeżyć do następnego dnia.

Ugryzienie zombie to pewna śmierć, jednak często okazuje się, że największym problemem nie są one same. Zombie są stosunkowo przewidywalne i raczej powolne. O wiele większym zagrożeniem często są ludzie, którzy wykorzystują te ciężkie czasy na swój sposób. Zbroją się, tworzą bandyckie hordy i nie mają skrupułów. Uważają, że jeśli świat stoi na głowie, to cokolwiek zrobią, nikt im tego nie udowodni i skoro nie ma prawa, to nie będą skazani.

Grupa to siła

W grupie łatwiej jest przetrwać niż w pojedynkę. Można wtedy dzielić się obowiązkami, nie trzeba czuwać 24 godziny na dobę, można dzielić się zapasami, pracą, pomagać sobie nawzajem. I przede wszystkim nie czuć pustki i samotności, a to wbrew pozorom jest równie ważne.

Warto tu wspomnieć o tym, że większość ludzi jest uległa i wcale nie dąży do władzy. Potrafi się zgodzić na wszystko byle by mieć chociaż jakąś namiastkę normalności. Dotyczy to zwłaszcza tych osób, które straciły rodzinę, dom i zostały zupełnie same. A takich ludzi jest sporo i właśnie one są łatwym kąskiem dla zorganizowanych grup. Niestety wiele zależy od ich szczęścia, na jaką grupę trafią.

A grupy są zorganizowane w najróżniejszy sposób. Każda z nich jest jak minipaństwo. Ma swoje niepisane zasady i wewnętrzne prawo (albo zasadą jest nieprzestrzeganie jakiegokolwiek prawa). Niektórymi z nich zarządzają tyrani, którzy dorwali się do władzy, często przypadkowo, i te dziwne czasy wykorzystują na swój własny sposób. Tak jak Negan i jego grupa Zbawców. Jest też i Królestwo, gdzie rządzi prawdziwy król. Są demokracje, są też mieszanki tych wszystkich systemów. Są społeczeństwa wędrowne i ludy osiadłe. W pewnym sensie w jednym czasie i mniej więcej jednym miejscu mieszają się chyba wszystkie dotychczas przeżyte epoki jednocześnie. Trochę przypomina mi to świat przedstawiony w trylogii Glukhovsky’ego. To tam, w podziemnych tunelach metra, również istniały namiastki chyba wszystkich możliwych form rządów. Pisałam o tym tutaj.

Dołączyć do grupy nie jest łatwo. Jest to skomplikowane dla obydwóch stron, zarówno „nowego” jak i członków grupy. Z jednej strony „nowy” nie wie, do jakiej grupy trafia. A pierwsze wrażenie nie zawsze jest słuszne i może się okazać, że pozory mylą. Z drugiej strony dla starych członków grupy jest to o tyle trudne, że trzeba mieć „nowych” cały czas na oku. A ostatecznie i tak ogromną rolę gra zaufanie. Jednak skąd wiadomo komu można zaufać, skoro praktycznie każdy chodzi z bronią i nie waha się wycelować w obcego?

Różnorodność wzmacnia grupę

W grupach są osoby o najróżniejszych charakterach.

Samotnik wcześniej zdominowany przez brata, który jednocześnie potrzebuje wiedzy, że gdzieś w pobliżu jest grupa przyjaciół. Potrzebujący swobody i przestrzeni, który jednak za przyjaciół oddałby wszystko i zawsze jest gotów im pomóc.

Samotna dziewczyna, która po stracie ukochanego chłopaka decyduje się na zawód lekarki, ogromnie pożądaną profesję, dzięki czemu ratuje ludzkie istnienia.

Wdowa i osierocona matka, która po latach bezczynnego udawania, że patologia jest w porządku, przechodzi wewnętrzną przemianę i staje się pewną siebie kobietą.

Ksiądz, którego gnębią, skądinąd słuszne, wyrzuty sumienia po tym, jak zabarykadował się w kościele i nie wpuścił tam wiernych skazując ich w ten sposób na śmierć.

Naiwny naukowiec, który przejęty przez wroga wykorzystuje w słusznym celu swoją wiedzę.

Samotny, do bólu uczciwy lekarz, uratowany bezinteresownie przez zupełnie nieznanego chłopaka.

Samotna wojowniczka, która przypadkowo trafia na kobietę, która kieruje ją do grupy, co odmieni jej życie.

Chłopak, który w trakcie apokalipsy znajduje miłość swojego życia – wbrew logice, rozsądkowi i wszystkiemu dookoła.

A to oczywiście tylko niektóre postacie.

Teraźniejszość wypiera przeszłość

Nowe czasy dają niektórym nowe szanse. Z kolei innym wywracają życie do góry nogami. Wiele dotychczas istniejących zawodów przestaje mieć rację bytu. Najważniejsze z nich opierają się wiedzy o roślinach, medycynie i broni. Nowinki technologiczne nie mają znaczenia, gdyż i tak nie ma prądu i internetu.

Okazuje się, że zajęcia, które wykonywano przed wybuchem, nie mają często jakiegokolwiek znaczenia w nowej rzeczywistości. W takich czasach większe znaczenie ma posługiwanie się bronią niż smartfonem. Nie ma znaczenia status społeczny, liczy się za to chęć przeżycia i charakter. Przywódcą staje się dzięki własnym wewnętrznym cechom, przypadkowi albo z konieczności. Nie mają tu znaczenia skończone studia, papiery i doświadczenie. To z jednej strony daje nadzieję, bo człowiek może zatrzeć swoją własną przyszłość, nie zawsze pozytywną, ale też może być frustrujące, bo wszyscy stają się równi sobie.

Ulice w miastach są puste, autostrady są pełne pozostawionych samochodów, miasta wyludnione, sklepy rozgrabione, a domy opuszczone. Przyroda wdziera się do miejsc, gdzie wcześniej nie miała szans istnieć. Te osoby, które przeżyły zajmują się tym co dla nich najważniejsze, czyli przetrwaniem.

Jest to oczyszczające, gdy okazuje się, że wiele spraw zajmujących głowy wcześniej, po wybuchu nie ma racji bytu. Codzienna gonitwa za drobnymi sprawami zajmująca czas i energię wydaje się teraz śmiesznym i wręcz żałosnym wspomnieniem.

Podsumowanie

Walking Dead to prawdziwa odskocznia od codzienności. Serial jest porządnie opracowany, ogląda się go z wielką przyjemnością. Przedstawione losy bohaterów są wyjątkowo wciągające. Poprzez ich zmagania z codziennością odkrywamy, jak życie w trudnych warunkach potrafi ukształtować człowieka. Mimo tematyki nie jest dołujący, a raczej skłania do konstruktywnych przemyśleń, zwłaszcza nad naturą ludzką. Nie ma jedynej słusznej drogi jak się zachować i jak postępować w takich czasach. Zawsze warto kierować się swoimi własnymi wewnętrznymi zasadami. I niestety nie zawsze wygrywają tylko dobrzy. A raczej ci, którzy po prostu są szybcy, sprytni i mają dużo szczęścia. Chociaż optymistyczne jest to, że niezależnie od wszystkiego, w ludziach zawsze istnieje potrzeba miłości, akceptacji i przyjaźni. Może jednak to dobro zawsze wygrywa, tylko trzeba czasem trochę poczekać?

2 komentarze to “Serial „Walking Dead” – nie tylko o zombie

  • Tak właśnie wyobrażam sobie przyszłość po III wojnie światowej. Bez prądu, wody, komunikacji i władzy a także nadziei na lepszą przyszłość. Czasami władza jakaś jest, ale nie daje rady w walce z grasującymi bandami. Wspomnienia dawnego, pięknego (wspomnienia często są piękne) uporządkowanego świata i teraźniejsza rzeczywistość to powód do przygnębienia, załamania, frustracji. System moralny upadł. ogólne skażenie promieniotwórcze i chemiczne i bardzo dużo nowych, dziwnych chorób.
    Nie wiadomo kto z kim walczył i po co, kto jest wygranym, ale przegrani wydają się wszyscy, szczególnie ci słabsi.
    Może bez takich „zombie” , ale tych z kolei będą przypominać ludzie z pozoru normalni, ale bezwolni, bez nadziei, bez przyszłości.

    • Ten serial daje ogromne pole do wyobraźni. Wiadomo, że to wszystko są tylko przypuszczenia i tak naprawdę to nie wiadomo jak w rzeczywistości będzie wtedy świat wyglądać. Wydaje mi się, że pewną mini namiastkę tego (oczywiście w mniejszym stopniu) mamy obecnie, gdy pandemia trzyma wszystko mocno na garści. Chociaż ciekawa jestem jakby to było gdyby poza obecnymi ograniczeniami, (i tymi które dotychczas były) jednocześnie nie było internetu i prądu. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, co działoby się dookoła… 

      Tak, świat bez elektroniki zmieniłby się o 180 stopni. Teraz w zastraszającym tempie przenosi się do sieci, do szklanych wieżowców, do braku przestrzeni, do zamknięcia, a często do samotności z wyboru. A w przypadku takiej apokalipsy jak w „Walking Dead” ludzie, żeby przetrwać, musieliby zdecydować się na życie w grupie. Ciekawe jak odnaleźliby się ci wszyscy indywidualiści…

      Zaintrygowało mnie ostatnie zdanie, o ludziach-zombie, którzy są „z pozoru normalni, ale bezwolni, bez nadziei, bez przyszłości”. W zasadzie, gdyby się rozejrzeć, już ich jest sporo. Udający, że wszystko jest w porządku i dostosowujący się do zastanego świata.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: